Na Makakaka!

Wczoraj wieczorem po raz pierwszy postanowiliśmy nawiedzić Makaka. Trochę było już słychać o tej ścianie, jakoś nigdy nie było okazji się wybrać, więc…

Na miejsce – ze względu na temperaturę, której miałem serdecznie dość – zawieźliśmy się samochodem. Wbiliśmy się na zamknięty teren, wskoczyliśmy do środka… Wewnątrz przyjemne zaskoczenie. Wszystko nowe, ładne, kolorowe. Po podejściu bliżej okazało się, że jest to ściana jednak pod bardziej zaawansowanych wspinaczy – tylko dwie czwórki, ze cztery piątki… za to szostek „ce” i siódemek – całkiem sporo. Z naszym maksem w okolicach 6b/6c możemy tam czegoś szukać.

A szukać jest czego – ciekawie połączone struktury, przewieszenia, połogi, spory filar pośrodku, wszystko bardzo ładnie symuluje wspinanie skałkowe (co do tej pory zdarzyło się mi tylko na kilku drogach na Obo). Zdarza się, że droga zmienia linię ekspresów, często nie jest to bezmyślne pałowanie po chwytach, wysokie wstawienia nóg… Naprawdę, jest to zrobione z głową. Jeśli do tego dodamy naprawdę sporo miejsca, wysokie ściany (lina trzydziestka tak na oko nie starczy) i niską cenę wejścia, to otrzymujemy naprawdę fajną alternatywę dla innych warszawskich ścianek. Do tego… do tego mamy tam naprawdę blisko. Jakieś osiem czy dziesięć kilometrów rowerem; idealna rozgrzewka (chociaż nie w taką pogodę).

Rozgrzewkowo machnęliśmy jakąś piątkę, potem zaczęło się wspinanie – prowadzenie szóstek, wędkowanie 6a+ i 6b (po wczorajszym raczej na nic więcej nie było siły). Im bliżej metalowego sufitu tym gorzej, żeby spojrzeć w górę na chwyty trzeba było najpierw trzymać głowę w dół, by pot skapnął, bo inaczej zalewał oczy. Po kilku drogach widać już było czemu np. na krótkim szosowym fragmencie między postojami (70 km) ja w upale wypijam ponad dwa litry picia, a Hipcia jeśli wypije pół, to jest to naprawdę sporo – moja koszulka była cała mokra i ciężka od wody, jej – odrobinę wilgotna i to naprawdę w niektorych miejscach. Każdy ma swoją temperaturę pracy, ja za to mam lepiej, gdy jest mróz.

Skończyliśmy już wspinając się w kameralnej atmosferze, około 21:00. Otwarte mają do 23:00 i to codziennie – to kolejny plus.

Wskoczenie do klimatyzowanego auta, wizyta na lody w McD (kolejna cegiełka do wspominkowego dnia, bo tu zwykle zatrzymywaliśmy się na lody jeżdżąc rowerami Wóycickiego) i powrót do domu. Na pewno wrócimy – pytanie tylko: kiedy?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ścianka i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Na Makakaka!

  1. magda pisze:

    Fajnie, że macie wybór. W Trójmieście są 3 ścianki i kilka boulderowni. Szału nie ma… Nie mam wprawdzie porównania do innych ścianek, ale na tej, na którą chodzę przydałoby się więcej inwencji. Nowe drogi powstają raz na jakiś czas, chwyty są uwalone magnezją i śliskie, przewieszenie jest dość małe. Za to podoba mi się imitacja rzeźby.

    • Hipek pisze:

      Racja. W Warszawie naprawdę nie ma co narzekać – jest tego naprawdę dużo. Ale i tak chętnie zamieniłbym się na Kraków – bliżej skał.

Odpowiedz na „magdaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>