Pierwsza ścianka po kursie skałkowym

Nie spodziewaliśmy się tego do końca, ale udało się zorganizować trochę czasu i pod koniec dnia wyskoczyć na Obozową.

Na początek wzięliśmy najprostsze drogi; już pierwsze wejścia pokazały, że coś jest nie tak: zwykle się na nich jakoś bardziej męczyliśmy, a tu jakoś „samo” się szło. W zasadzie bez odpoczynku skoczyliśmy na drugą stronę ściany, gdzie czekała na nas „tradycyjna”, pomarańczowa III, która zawsze była łatwa, a teraz poszła jeszcze łatwiej. Ja jeszcze sprobowałem pomaranczowej V, do której raz się przymierzałem i skończyłem cały zlany potem, teraz „jakoś” poszła, w zasadzie tylko raz (i to nieplanowanie) podwiesiłem kuper na niewybranej wędce. Hipcia z tej drogi zrezygnowała ze względu na lewą rękę, ale oboje zrobiliśmy czerwoną IV i nowo odkrytą żółtą V- (jak człowiek już wie, co to są te wyceny tras, to mu się jakoś łatwiej pracuje). Przy okazji „nagle” pojawiło się rozwiązanie na IV+ w kancie (wcześniej nie mieliśmy pomysłu, jak to zrobić), ale już jej nie męczyliśmy.

Łapka Hipci bolała trochę, więc posiedzieliśmy chwilę; już miałem proponować pójście do domu, gdy sama zaproponowała wymusiła pójście na drogi z rzeźbą. Tak trochę żartując zarzuciłem, że idziemy tylko po dwóch kolorach (mimo że pamiętałem, że idąc po wszystkim zwykle Hipcia brała jeden-dwa bloki, a mi udawało się bez bloku, ale na granicy), a Hipcia… dostosowała się. Poszła na górę tak, że nie nadążałem wybierać liny; w „jaskini” zeszła na prawą stronę (której nigdy nie robiliśmy) i… po prostu wyszła na górę! Po zmianie okazało się, że mi też się jakoś dziwnie prosto zrobiło; wszedłe na górę zupełnie bez zmęczenia i odpoczynku.

Na sam koniec, już poinformowani przez obsługę o końcu pracy, szybciutko wyszliśmy na drogę, która, mimo że prosta, to stwarzała problemy, teraz w zasadzie oboje nawet nie myśleliśmy, co się dzieje, po prostu wyszliśmy.

Podsumowując: jest dziwnie ;) Nie przypuszczałem, że postęp będzie aż tak znaczny, teraz faktycznie można się cieszyć wspinaczką, wszystko samo wychodzi, a jeśli nie wychodzi, to wiemy, gdzie popełniliśmy błędy, wcześniej wspinaliśmy się trochę na czuja. Niemniej jednak ścianka to ścianka, prawdziwej skały nie zastąpi, różnice są ogromne.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bzdury, Ścianka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>