Dwudzień ściankowy, czyli jest moc, ale nie ma wiary

W sobotę miało być lekko. Czas przeszły jest na miejscu.

O ile jeszcze swego czasu zastanawiałem się, gdzie tkwi tajemnica braku mocy Hipci, o tyle od pewnego momentu zastanawiam się raczej, dlaczego ona tej mocy nie używa. Prowadzić – nie, niechętnie, ale na wędkę to i owszem, w co się wstawiła, to weszła na spokojnie. Oczywiście palczaste paskudztwa pozostają jeszcze poza jej zasięgiem (jeśli porównamy moje i Jej palce, to się okaże, dlaczego ja się wstawiam), ale z blokami i przerwami na rest dla łapek wszystko powoli wychodzi. Problemem, jak ustaliliśmy, jest wiara w siebie. Jak się zaweźmie i wkurzy, to pójdzie wszystko, czasem nawet zapomni wpinki zrobić, jak jest taki dzień jak wczoraj, to można ją puszczać na wszystko, a i tak wlezie. W sumie żałuję, że wyszliśmy wcześniej, pod hasłem, że w niedzielę też trzeba iść.

W niedzielę miało być mocno. Zaczęliśmy od uderzenia w VI na rzeźbie, tu Hipcia (zapewne osłabiona po wczorajszym) złapała pierwszego doła. Nie pomógł także BW, na którym wędkować było ciężko, bo obok trenowali inni koledzy, nie pomagała też grupa dzieciaków, która zajęła strategiczne miejsca i wspinała się po kolei, zastawiając wszystko… nie przeszkodziło to Hipci w wwędkowaniu się na jedną szóstkę, z dwoma jedynie blokami i to tylko dlatego, że palczaste to paskudztwo.

Potem jeszcze zawzięliśmy się na jedną piątkę z plusem, która uparcie czeka na prowadzenie, zesrało się przy topowym chwycie, ześlizgnęły mi się palce i żeby oszczędzić Hipci łapania lotu, chwyciłem nie swój kolor, przy okazji zorientowałem się (już w domu), że jak się często prowadzi, to psycha działa lepiej, perspektywa lotu była już zupełnie niestraszna, w porównaniu z, na przykład, grudniem.

Na sam koniec dorżnęliśmy się na madejczyku (dopisałem kolejną drogę do listy poprowadzonych RP) i na filarku. Mieliśmy się jeszcze zupełnie upodlić na tymże filarku, ale niestety, miałem ważne spotkanie (tak, w niedzielę) i musieliśmy się sprawnie ewakuować.

Teraz czeka na nas spokojny tydzień (wspinaczkowy tylko czwartek, może jeszcze wtorek, na pewno nie weekend) i zbieramy psychę na skały. Jeśli dobrze pójdzie i pogoda dopisze, to czeka nas sześć dni na Jurze. Już nie mogę się doczekać.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ścianka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>