Weekendowy przebłysk… albo i nie

Niedzielna ścianka (sobota odpuszczona: odpoczywam) miała dwa wymiary: mój i hipciowy.

Hipciowy wyglądał jak zwykle: marudzi dziewczyna, że nie potrafi, że nie umie, marudzi… a potem się wspina. Pozostają do rozwiązania kwestie fizyczne, które przeszkadzają w pokonywaniu trudniejszych dróg, ale JKW Hipcia uważa, że najlepszym pomysłem na coś bolącego jest obciążyć to i pozwolić mu srogo popracować. Każdy ma swoje metody.

Ja z kolei zacząłem od osłabienia i senności (ostatnio standard), a gdy się już rozbudziłem, poprowadziłem po raz drugi V+ na rzeźbie i podniosłem wyżej poprzeczkę swojego maksa: VI- na Big Wallu. Nie jestem z tego szczególnie dumny, bo nie jest to wielkie wyzwanie dla techniki – raczej dla buły. Bardziej podobają mi się niżej wycenione, ale „czujne” drogi w pionach.

Hipcia też, mimo że tak narzekała, wyrównała swoje rekordy, m.in. BigWall z dwoma blokami. I ciągle marudzi, że jest kiepsko, jest kiepsko, nic z niej nie będzie, ale jakoś, gdy robiła ze dwa miesiące temu przymiarkę do BW, skończyła wycieczkę w okolicy czwartej wpinki.

Zresztą nie dziwię się – nastawienie narzekacza to jedno, ale jak się kto cały dzień napatrzy na taki plakat, to psycha sama nabiera mocy. Poniżej – drzwi pracowego pokoju JKW.

Z takim widokiem przez osiem godzin można zdziałać cuda…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ścianka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>