Sekcja wspinaczkowa (8)

Publikuję ten wpis celowo z datą piątego lutego, bo właśnie mija pierwszy rok naszego wspinania się. Od spokojnych wyjść, przez kurs skałkowy do regularnych treningów. Ciekawe, co przyniesie kolejny rok?

W tygodniu zajęć nie było, odwiedziliśmy sobie zatem ścianę w czwartek. Święty, święty spokój i naprawdę mało ludzi. Jeśli tak to ma wyglądać co tydzień, to chyba dobrze, że przenieśliśmy się na czwartki.

W sobotę miało być wyskoczenie, niby tak lekko i spokojnie, bo w końcu w niedzielę (przełożone) zajęcia. Było trochę lekko i trochę spokojnie… i trochę długo.  To był trochę zły pomysł. W niedzielę zmrożono nas wzrokiem, gdy zameldowaliśmy, że wspinaliśmy się wczoraj. Bo… bo okazuje się, że buldering to taka rozrywka, na którą trzeba przyjść na świeżo. Rozgrzaliśmy się porządnie i przystąpiliśmy do działania.

Co mogę napisać? To był najtrudniejszy, najbardziej wymagający i jednocześnie najzabawniejszy fragment wspinania, jakie w życiu miałem. O ile dwa pierwsze nie wymagają wytłumaczenia, o tyle ostatnie tak. Zabawne było to, że stałem w miejscu startu i nawet nie miałem pomysłu na pierwszy ruch, czy to, że czasami nie mogłem utrzymać się nawet na starcie. Przy jednej ze wstawek przeszkadzały mi ustawiczne ataki śmiechu, które uniemożliwiały mi start. Koniec zajęć to już było więcej leżenia niż wspinania; po wszystkim siedzieliśmy jeszcze chwilę, czekając, aż ręce wrócą do siebie, by móc bezpiecznie dojechać do domu.

A niektórzy sobie jadą ot tak, zimą, żeby się pomęczyć:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ścianka, Sekcja, Z filmem. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>